Menu

"Rodzice przyzwyczaili się do widoku dziecka przed ekranem. Nie reagują"

Chyba nikt nie przypuszczał, że przystosujemy się do aż tylu godzin spędzanych przez dzieci przed ekranem. Rodzice często już nie reagują – mówi dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy.

Katarzyna Nowicka, Stowarzyszenie Twoja Sprawa: Rozmawiałyśmy nieco ponad rok temu, gdy jeszcze nikt nie przypuszczał, że pandemia potrwa tak długo. Powiedziała Pani wtedy, że "za koronawirusa zapłacimy wzrostem liczby dzieci uzależnionych od sieci". Spełniają się te przewidywania?

Dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy: Niestety tak. Ogromnie wzrosła liczba dzieci, których życie z realu przeniosło się do sieci. Tak na marginesie, dotyczy to także wielu dorosłych. Rozmawiamy jednak o dzieciach. Z nimi, oprócz tego nieustającego funkcjonowania online, stało się coś naprawdę niedobrego.

Co takiego?

Chodzi mi o ich reakcję na izolację z powodu pandemii. To jak ona zmieniała się w czasie. Najpierw dzieci były bardzo nieszczęśliwe, protestowały… A teraz, po miesiącach tkwienia w izolacji, obserwuję coś przerażającego. Wielu dzieciom nie chce się już właściwie umawiać z rówieśnikami, wychodzić na zewnątrz. Wygodniej jest przesiąść się z jednej kanapy na drugą.

I z kanapy prowadzić życie towarzyskie…

Jak się ogarnie sprawy szkolne, to dalej w sieci można kontaktować się z rówieśnikami. To jest tak zwane życie towarzyskie. Potrzeby kontaktów w realnym świecie, potrzeby społeczne, emocjonalne uległy stłumieniu. Ta namiastka spotkania z drugim człowiekiem, jaką daje kontakt online, chyba zaczyna dzieciom wystarczać. Pojawił się u nich, a przynajmniej u zauważalnej części, taki zanik energii, chęci, motywacji do tego, żeby coś robić poza ekranem. Ale czy wspólne granie w Fortnite’a to to samo, co spędzanie razem czasu?

A sama nauka zdalna? Jak podejście dzieci zmieniało się przez ten rok?

No tutaj o energii i motywacji raczej także mowy być nie mogło. Mam wrażenie, że dzieci zaczęły działać schematycznie. Wykonać zadanie, zrobić zdjęcie zeszytu, wysłać nauczycielowi… Początkowo taka nauka zdalna to była nowość, dzieci się starały. Potem stało się to już rutyną.

Przed którą bywa, że uciekają. Moja koleżanka zorientowała się niedawno, że córka loguje się na lekcje, ale w nich nie uczestniczy tylko ogląda filmiki na YouTubie…

No tak… Teraz jest to niesłychanie proste. Bądźmy szczerzy, kto kiedyś nie czytał pod ławką, albo nie przesyłał liścików kolegom? YouTube to taki dzisiejszy tego odpowiednik. Tyle, że jak się czytało pod ławką, zawsze istniało ryzyko, że podejdzie nauczyciel i zobaczy. W czasie lekcji zdalnej takiego ryzyka nie ma. Można wyłączyć kamerkę, albo nawet nie. Nauczyciel jedynie miga gdzieś na ekranie. Również rodzice z czasem utracili pewną kontrolę nad tym, co tak naprawdę dziecko robi podczas lekcji. Przecież wielu z nich w tym samym czasie jest zajętych swoją zdalną pracą. Większość starszych dzieci szybko opanowało umiejętność radzenia sobie ze zdalnymi lekcjami i pomoc rodzica przestała być potrzebna.

Rodzice chyba w dużej mierze utracili też kontrolę nad czasem spędzanym przez dzieci w internecie. Nawet jeśli wcześniej wprowadzili zasady korzystania z urządzeń, to można chyba powiedzieć, że w czasie pandemii legły one w gruzach.

Zdecydowanie. Z jednej strony nie wiem jak byśmy przeszli przez ten rok pandemii, gdyby nie internet. Doceniamy te dobrodziejstwa, które płyną z sieci, ale jednocześnie coraz więcej wiemy o destrukcyjnym wpływie internetu na zdrowie fizyczne i psychiczne.

Chyba nikt nie przypuszczał, że przystosujemy się do aż tylu godzin spędzanych przez dzieci przed ekranem. Kiedyś wielu rodziców starało się nie przekraczać pewnego ustalonego czasu ekranowego, zależnego oczywiście od wieku dziecka. Martwiliśmy się bardzo, że dzieci, o zgrozo, spędzają 2, 3, a niektóre nawet 4 godziny przed ekranem. To wydawało się koszmarem. A teraz? Od połowy października dzieci przez pięć dni w tygodniu wiele godzin spędzają nieruchomo przed ekranami, tylko w związku z lekcjami. Potem jeszcze dochodzą prace domowe, z których nawet w tej sytuacji nasza szkoła nie potrafi zrezygnować.

Samej aktywności związanej ze szkołą wychodzi, w zależności od wieku, nawet 8, a bywa, że i więcej, godzin na dobę, a przecież po lekcjach ogromna liczba dzieci nie wyłącza komputera. Jak odliczymy godziny na sen to możemy spokojnie powiedzieć, że ponad połowa życia dzieci mija im w sieci. 

To stało się już często nawykiem, od którego nawet gdy pandemia się skończy, trudno będzie się odzwyczaić.


Przyzwyczailiśmy się do widoku dziecka przed ekranem?

Tak. Rodzice przyzwyczaili się i często nie reagują. W końcu ileś razy, zgłaszając jakieś zastrzeżenia i uwagi do dziecka, które znów siedziało w internecie słyszeli, że to w związku ze szkołą. I po kolejnej odpowiedzi tego typu wielu zaczęło odpuszczać.

Weźmy jeszcze jedną rzecz pod uwagę. Rodzice po tym roku życia w zmienionych warunkach, w taki skumulowany sposób są po prostu zmęczeni. Codzienność okazała się dla nich niezwykle obciążająca. Zniknęły granice między czasem prywatnym, a czasem pracy zawodowej. Okazało się, że praca zdalna, która kiedyś wydawała się czymś atrakcyjnym i nęcącym, gdy jest stosowana na co dzień to wcale człowiekowi nie służy.

Bywa, że rodzic w takiej sytuacji, mniej lub bardziej świadomie, ale akceptuje fakt, że dziecko zajęte ekranem nie jest absorbujące, nie domaga się podejmowania kolejnej aktywności związanej z rodzicielstwem.


W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że nasza umiejętność spędzania czasu z dziećmi przedstawia się naprawdę kiepściutko...

I obserwuję to od ładnych kilku lat. Pandemia może tylko uwypukliła ten problem. Dzieje się tak właśnie dlatego, że mamy do dyspozycji różnego rodzaju ekrany, które nas wyręczają, absorbując uwagę dzieci. Bywa, że nawet w czytaniu książki na dobranoc wyręczają nas nowe technologie.

A warto zdać sobie sprawę jak dla rozwoju dziecka ważny jest bezpośredni kontakt z rodzicami. I nie chodzi tu o jakieś błahe rozmowy w stylu: jak tam w szkole? Zapytajmy dziecko o jego samopoczucie, potrzeby i pragnienia. Poświęćmy mu czas. Wspólne spędzanie czasu jest kluczem do sukcesu. Chodzi o to żeby coś razem porobić, a nie mówić „pobiegaj sobie sam, sama”.

Pamiętajmy, że wspólne działania nie tylko służą dziecku i zapewniają mu lepsze warunki rozwoju, ale na pewno przysłużą się także nam - rodzicom. Proszę np. zwrócić uwagę, że w czasie pandemii niemal zniknęła w wielu rodzinach aktywność fizyczna. Tymczasem jest to właśnie przykład takich działań, które i optymalizują rozwój dziecka i poprawiają kondycję psychiczną wszystkich członków rodziny. I tych, którzy mają lat 6 i tych co mają lat 16 i tych co mają 46.

Zorganizowanie, nawet wbrew początkowym protestom, wspólnej wyprawy rowerowej czy spaceru przysłuży się wszystkim. To oczywiście tylko przykład. Każde wspólne spędzenie czasu jest czymś bezcennym. Ekran tego nigdy nie zastąpi.


Zachęcamy też do zapoznania się z następującymi naszymi publikacjami:


E-mail dodany!

Wystąpił błąd. Spróbuj ponownie później.

Zapisz się do newslettera!
Zasady przetwarzania danych osobowych określa Polityka prywatności.
Nasze szkolenia

Naucz się rozmawiać z dziećmi na temat zagrożeń związanych z pornografią.

Zamów szkolenie