Menu

Dzieci są bombardowane fałszywym kanonem piękna. "To dla nich wielka krzywda"

To, co dzieci widzą na ekranach wpędza je w kompleksy i frustracje. Uczą się życia w zakłamaniu, nabierają przekonania, że muszą przypodobać się innym za wszelką cenę. Fałszywe kanony piękna to wielka krzywda dla młodych ludzi - mówi Jolanta Kozaczyńska, socjoterapeutka.


Katarzyna Nowicka: Internet, media społecznościowe, reklamy, teledyski… Wszędzie wyglądający "idealnie" ludzie, którzy stają się idolami naszych dzieci i ich niedoścignionym wzorem. Jaki to ma na nie wpływ?

Jolanta Kozaczyńska, socjoterapeuta i konsultant kryzysowy: Kreatorzy wizerunków najczęściej niestety nie mają pozytywnego wpływu na młodych ludzi. Nie mówimy tu oczywiście o tych, którzy w odpowiedzialny sposób zachęca do aktywności fizycznej, propaguje spotkania, zabawy, czy gry poza ekranami telefonów. To jednak mniejszość. W zdecydowanej większości przypadków przekaz medialny jest inny, a cel niestety czysto ekonomiczny. Dzieci i młodzież to grupa bardzo podatna na wszelkie reklamy i manipulacje. Przez to właśnie przedstawiany w kulturze masowej wizerunek np. świetnie wyglądającego, jędrnego kobiecego ciała o idealnych wymiarach i gładkiej, nieskazitelnej skórze, pomimo tego, że jest sztuczny, wymyślony i zakłamany staje się wymarzonym ideałem.


Do którego młodzi odbiorcy chcą za wszelką cenę dążyć?

Tyle, że osiągnięcie tego jest często nierealne i zwyczajnie niepotrzebne. Fałszywe kanony urody, kanony piękna, to wielka krzywda dla młodych ludzi. Wpędzają w kompleksy i głębokie frustracje. Bywa, że prowadzi to do załamania, często wycofania, do życia w zakłamaniu. Dzieci uczą się zakładania masek, tego że muszą przypodobać się innym za wszelką cenę. To, co widzą na ekranach ma ogromny wpływ na postrzeganie siebie, na poczucie własnej wartości.


No właśnie, jak jest z tym poczuciem własnej wartości?

Ono, mówiąc kolokwialnie, leży. Przyjrzyjmy się na przykład dziewczętom w okresie dojrzewania i stosowaniu przez nie diet odchudzających. Jest to niestety zjawisko powszechne. Badania przeprowadzone w warszawskich liceach pokazały, że blisko połowa nastolatek stosowała bądź stosuje diety odchudzające. Próby odchudzania w większości podejmowały dziewczęta o prawidłowej masie ciała. Stanowiły ponad 80 procent! Czy to nie jest zastanawiające? Z badań wynika też, że dziewczęta wykazują się gorszym stanem psychicznym niż chłopcy.


Czyli to dziewczętom jest trudniej?

Problem presji idealnego ciała i wyglądu dotyczy głównie dziewczynek i młodych kobiet. Szczupła sylwetka, piękna cera, puszyste, zdrowe włosy, skóra bez rozstępów, cellulitu, bez przebarwień, bez skazy - jak modelki na zdjęciach. Wszystkie te cechy budują obraz kobiety szczęśliwej, pożądanej, której w życiu się powiodło, która coś osiągnęła i zdobyła uznanie otoczenia. To obraz kobiety z klasą. Smutne to niezwykle. I nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Jednak dziewczynki chcą takie być. Wiele z nich jest załamanych, zakompleksionych, sfrustrowanych, bo nie wyglądają tak, jak kobiety z ekranu. Zresztą to nie jest kwestia tylko internetu. Wystarczy spojrzeć chociażby na manekiny na sklepowych wystawach. Mają zazwyczaj taki rozmiar, aby pasowały na nie jak najmniejsze ubrania. I tak można by mnożyć. Dziewczęta mają naprawdę ciężko. 

W wielu przypadkach może to mieć jeszcze poważniejsze konsekwencje niż te, o których już wspomniałam.


Jakie?

Popularność mediów społecznościowych, wszelkich reklam, które niedługo będą nam wyskakiwały nawet z lodówki, może prowadzić i prowadzi do przeróżnych uzależnień. Przekaz medialny to oczywiście tylko jeden z czynników, ale niezwykle istotny. Wspominałam już o tym 5 lat temu w pracy "Uzależnienia od zabiegów medycyny estetycznej", którą napisałam dla Gdańskiej Wyższej Szkoły Humanistycznej. Podkreślałam w niej, jakim problemem stają się uzależnienia od zabiegów zmieniających wygląd.


Dla wielu osób to zapewne zaskoczenie, że taki rodzaj uzależnienia w ogóle istnieje…

Ale istnieje i mamy z nim do czynienia coraz częściej. To dysmorfofobia. Ciężka przypadłość, która polega na poczuciu konieczności, wręcz przymusu, ustawicznego poprawiania własnego ciała. Niestety coraz więcej bardzo młodych osób poddaje się ślepo manipulacji mediów, czy kreatorów wizerunku i za wszelką cenę chce spełniać ich wymogi. Od dziecka wpędzane są w fałszywe poczucie zależności sukcesów w życiu od nieskazitelnego wyglądu. Co ważne, to wszystko wpływa także na relacje, na przykład na sposób w jaki chłopcy postrzegają dziewczęta.


A jak postrzegają?

Chłopcy i młodzi mężczyźni patrzą często na dziewczyny wyłącznie przez pryzmat seksualności. Dziewczęta muszą spełniać określone warunki żeby "się nadawać". Z pokazywanym w mediach wizerunkiem kobiety i jej cielesności wiąże się atrakcyjność seksualna. Mam wrażenie, że właściwie coraz częściej tylko o to chodzi.

Za atrakcyjne uważane są kobiety pasujące do prezentowanego ideału. W reklamach, w wielu programach telewizyjnych, w teledyskach ukazywane są jako obiekt pożądania seksualnego, skupiający na sobie uwagę biustem lub odpowiednio wyprofilowaną pupą. 

I taki to ideał kobiecej cielesności sprawia, że wiele dziewcząt myśli: "jestem brzydka", "nie będę się podobała", "nikt mnie nie będzie chciał", "nie sprostam wymaganiom".


Już dzieci są karmione golizną i seksem wyskakującymi z ekranów. Także w wymiarze ekstremalnym. Wystarczy spojrzeć na problem, którym zajmuje się pani Stowarzyszenie, czyli na powszechny i niczym nieograniczony dostęp dzieci do pornografii. Jaki jest tam wizerunek kobiety? Jaki wzorzec seksualności, jakie wizerunki ludzkich ciał przyswajają dzieci i nastolatki?


Mówimy o dziewczętach. Jednak i chłopcy mają obawy, że nie sprostają. To chyba nie jest więc tak, że ich ten problem wizerunku prezentowanego w mediach w ogóle nie dotyczy?

W mniejszym stopniu, ale dotyczy. Widzą na przykład, że muszą być macho i że nigdy nie mogą płakać, że powinni mieć "sześciopak" na brzuchu itp. Prowadzi to do tego, że nawet lekko odstające uszy mogą okazać się gigantycznym problemem. Spotkałam się kiedyś z przypadkiem młodego mężczyzny, który przyklejał sobie uszy do skóry głowy. Oczywiście odklejały się, tworząc przy tym dotkliwe rany.


To przerażające!

I tak ze skrajności w skrajność. Albo zaniedbania higieniczne spowodowane brakiem odpowiedniej edukacji, albo konieczność posiadania gładkiej moszny i odpowiednio wklęsłego pępka. Już o tym, że penis ma być taki, a nie inny chyba nawet nie trzeba wspominać. Z wielu przekazów, w ogromnej mierze także z pornografii, chłopcy uczeni są też agresji i wymagania od kobiet podporządkowania się. Wszechobecne wulgaryzmy dotyczące życia seksualnego weszły już właściwie do powszechnego użytku. "Pukanie", "stukanie", "bzykanie"...

Smutne to i bardzo niepokojące. Coraz częściej zastanawiam się jak to będzie? Do czego to doprowadzi? Czy chłopcy będą kochać dziewczyny? Czy mężczyźni będą kochać kobiety?


Pani patrzy na to, o czym rozmawiamy, z perspektywy dwóch gabinetów: konsultanta kryzysowego i socjoterapeuty, ale także kosmetologa

To prawda. Mam w tych dziedzinach doświadczenie zawodowe, które pozwala mi przestrzec wszystkich przed skrajnościami i uświadamiać jak bardzo ważne jest indywidualne i holistyczne podejście do każdego człowieka. Uważam, że należy przestrzegać zasady naturalnego wizerunku, a nie zmieniać ludzi w cyborgi!

Spotkałam się w gabinecie z wieloma przypadkami bardzo młodych kobiet, które mając już dowód osobisty, mogły domagać się powiększenia ust. Część z nich przychodziła już jednak z powiększonymi ustami, co oznacza, że nie były jeszcze pełnoletnie kiedy dokonywały pierwszych takich zmian. A lifting sutków? Od kilku lat jest to popularne. O, widzę, że jest pani zdziwiona…


Bardzo…

Wyraźnie podkreślone, jędrne sutki to efekt wstrzykiwania kwasu hialuronowego. Tzw. "designer nipple". I propagatorkami tej mody nie były panie w wieku, po którym można spodziewać się utraty jędrności, ale młode dziewczyny z pierwszych stron popularnych plotkarskich i modowych portali.

Dla wielu dziewcząt tego rodzaju zabiegi nie są niczym dziwnym, bo od dziecka są karmione koniecznością spełnienia kryteriów. Trudno mi oglądać reklamy z dziećmi, którym podkręca się i dokleja rzęsy, pudruje, maluje i przebiera jak lalki. Przerażające są programy telewizyjne np. o małych miss, pokazujące kilkuletnie dziewczynki, które uczy się kręcenia pupą, wciągania brzuszka i eksponowania ust umalowanych karminową szminką. Gotowe małe obiekty seksualne!

Dlatego potem młode kobiety są gotowe na wszystko. Proszę sobie wyobrazić, że spotkałam się już nawet z szantażem w gabinecie, że muszę coś zrobić, bo ktoś mi płaci. Wyobraża pani sobie? Za wszelką cenę. Na tym właśnie polega uzależnienie.


Chorobliwe dążenie do ideału?

Wyimaginowanego. Wszystko powinno mieć swój umiar. Jego brak prowadzi do chorób ciała i psychiki.

Gdyby ten perfekcyjny wzorzec prezentowany był z umiarem, a na fotografiach oglądalibyśmy zdrowo wyglądające modelki, skłaniałoby to być może do zdrowszego i aktywniejszego stylu życia i dawałoby wymierne rezultaty. Jednak tak się nie stanie, jeśli w kreowaniu idealnego wizerunku media nadal będą popadać w skrajności.


Na szczęście coraz więcej specjalistów dostrzega problem. Czy można powiedzieć, że pojawiają się pewne światełka w tunelu?

Tak. Na przykład zmiany w prawodawstwie niektórych państw pozwalają wierzyć, że coś się w tej kwestii szalonego pędu do idealnego ciała zmieni. Dochodzi chociażby do takich mądrych decyzji, jak ta rządu norweskiego. Wprowadza ona wymóg oznaczania retuszowanych zdjęć osób w reklamach i postach sponsorowanych. Przepis już wszedł w życie.

Takim światełkiem w tunelu jest też chociażby akcja "body positive". Coraz więcej kobiet odważnie pokazuje się w social mediach bez makijażu. Można to uznać za pierwszy ważny krok w stronę pozytywnego postrzegania własnego ciała. Nie chodzi mi oczywiście o popadanie ze skrajności w skrajność - chciałabym być dobrze zrozumiana. Wystylizowane zdjęcia też mogą być w porządku! Chodzi o to, że w końcu w centrum uwagi znajdują się też inne przykłady piękna i udowadniają, że chociażby nieskazitelna cera nie jest normą. Dzięki takim sławom jak Drew Barrymore czy Cameron Diaz, które pozowały do zdjęć bez makijażu i wystylizowanej fryzury, młodzi ludzie wiedzą jak to jest w rzeczywistości. I że tak też jest pięknie.


A jaka w tym wszystkim jest rola dorosłych, rodziców?

Trudny temat i złożony. Chociażby dlatego, że dorośli często także ulegają fałszywym wzorcom idealnego piękna. Jak więc nastolatki mają sobie zdać sprawę, że to nie tak, że to nieprawda, skoro ich opiekunowie, rodzice i większość dorosłych w otoczeniu, takim manipulacjom także się poddaje?


Czyli my - dorośli także utwierdzamy dzieci w fałszywych przekonaniach płynących z ekranów?

Tak niestety często jest. Spotykam się nawet z rodzicami, którzy dołują swoje dzieci zamiast je wspierać. Przykład? Najpowszechniejsza choroba skóry jaką jest trądzik urasta czasami do granic absurdu, jeśli chodzi o zachowania rodziców. Albo skrajne zaniedbanie, lekceważenie problemu, z którym zmaga się młody człowiek, albo nadmierna kontrola, wmuszanie już 13-15-letnim dzieciom bardzo często niepotrzebnych terapii farmakologicznych, ciągłe straszenie potwornymi konsekwencjami nieprzestrzegania dziesięciu czy iluś tam kroków właściwej pielęgnacji. Słucham tego czasami zatrwożona i oczywiście reaguję, ale rozejrzyjmy się wokół. Ile razy słyszymy jak matka czy ojciec mówi do dziecka: "jak ty wyglądasz?", "jak ty się nie wstydzisz?".

A wpędzanie dzieci w konieczność bycia szczupłym? Przesadna koncentracja na spożywanych produktach, wymyślaniu wszelkich dolegliwości, które zagrażają dzieciom, Zachudzone mamusie lub wyżyłowani tatusiowie patrzą w talerz dzieciaka i liczą ilość spożytego białka. I ciągłe upominanie: "nie jedz tego", "nie jedz tyle", "gruby będziesz", "jesteś za gruba", "jak ty będziesz wyglądał". Często właśnie lęki rodziców i ich dążenie do doskonałości, podkopują postrzeganie rzeczywistości przez dziecko i budują w nim przekonanie, że na uwagę, szacunek i miłość trzeba zasłużyć wyglądem zewnętrznym.


Z czego to wynika?

Obserwuję, że rodzice mają często wygórowane oczekiwania. Zwykle też niestety wypierają problemy, nie chcą ich widzieć, lekceważą to z czym zmagają się młodzi ludzie, albo w ferworze dnia codziennego po prostu im to umyka. Często nawet nie rozmawiają ze swoimi dziećmi. Za wszelkie problemy winią wyłącznie internet i tzw. "te czasy". Nie dostrzegają, jak ważna jest ich rola we wspieraniu dzieci.


Co więc radzić rodzicom? Jak mogą pomóc dzieciom?

Rodzice zwykle chcą, żeby ich dzieci teraz i w dorosłym życiu odnosiły jakiegoś rodzaju sukcesy. Do tego potrzeba wiary w siebie i w swoje możliwości. Gdy dzieci myślą o sobie dobrze, czują się kochane i akceptowane - są szczęśliwsze. W procesie kształtowania samooceny, który zaczyna się we wczesnym dzieciństwie, ogromną rolę odgrywają właśnie rodzice. Ich zachowania, słowa i cały sposób współistnienia z dziećmi budują u nich poczucie własnej wartości. 

Dostrzeganie sukcesów dziecka, docenianie go, przytulanie, akceptowanie, bliskość, wspólny czas i jego jakość. Nie zamęczajmy też dzieci sobą. Pozwólmy im się uczyć i nabierać życiowych doświadczeń. Właśnie tego wszystkiego potrzeba dzieciom bardzo. Warto uświadomić sobie - jak bardzo.


***

Jolanta Kozaczyńska - socjoterapeuta, konsultant kryzysowy, trener umiejętności poznawczych i funkcji wykonawczych. Pracuje także metodami terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach, udziela wsparcia psychologicznego osobom w kryzysie. Prowadzi działalność społeczną w dziedzinach dotyczących profilaktyki zdrowotnej i poprawy wizerunku. Prowadzi gabinet Czas Inspiracji.




E-mail dodany!

Wystąpił błąd. Spróbuj ponownie później.

Nasze szkolenia

Naucz się rozmawiać z dziećmi na temat zagrożeń związanych z pornografią.

Zamów szkolenie